Relacje festiwalowe

"Savoy" w stronę bluesa, czyli... I Bydgoski Festiwal Bluesowy

Bydgoszcz miastem festiwali?! W tym stwierdzeniu chyba nie ma zbytniej przesady. Mamy przecież festiwal operowy, ze 2 lub 3 festiwale muzyki poważnej, jesienno-jazzowy też się znajdzie, a teraz przybył nam festiwal bluesowy. Na razie skromny - jeśli chodzi o obsadę i rangę uczestników - ale rokujący nadzieje na przyszłość. Tak przynajmniej można sądzić po pierwszej jego edycji.

Miłośnicy bluesa, których jak się okazuje jest w naszym mieście niemało, mieli swoje święto w minioną niedzielę. Punktem zbiornym był dla nich klub Savoy, znany m.in. z prowadzenia cyklicznych imprez muzycznych Krok w rock. Przy organizacyjnym współudziale Wojewódzkiego Ośrodka Kultury pierwszy Bydgoski Festiwal Bluesowy ruszył o godz. 18.00. O tej właśnie porze na scenie pojawił się duet Hamkało & Kalemba. To akustyczne duo (gitara, harmonijka) zaprezentowało kilka starych, korzennych bluesów, podanych ze znawstwem i pietyzmem oryginałów. Słuchając ich można było odnieść wrażenie, że obaj torunianie świetnie sobie radzą z twórczością Big Billa Bronzy, Willie Browna czy Roberta Johnsona.

Jak różnorodnym stylem - wbrew pozorom - jest blues okazało się podczas występu grupy Szulerzy z Inowrocławia. Tym razem ze sceny zaczęły docierać żywsze, zelektryfikowane dźwięki o większej dynamice, umiejscawiające ich propozycje bliżej rhythm' n' bluesa. W repertuarze zespołu, prowadzonego przez zdolnego gitarzystę Marcina Szulkowskiego, znalazły się numery klasyczne np. I'd Rather Go Blind, jak i całkiem niezłe kompozycje własne. Jedne i drugie zostały bezbłędnie zaśpiewane przez Małgorzatę Niezborałę, niewysoką dziewczynę o dużym głosie.

Występ kolejnej formacji mógłbym pominąć milczeniem. Z kronikarskiego jednak obowiązku nadmienię, iż zespół Talizman Blues przez niemal godzinę niemiłosiernie przynudzał, prezentując się w repertuarze swojego lidera Andrzeja Talaśki. W utworach tych było coś z estetyki grupy Breakout, niestety poziomem nie dorównywały pierwowzorowi. Podobać się mogły jedynie partie solowe obu gitarzystów.

O tym, jak korzystnie zmieniła się atmosfera w Savoyu wraz ze zmianą wykonawcy, mogłaby zaświadczyć chyba cała festiwalowa publiczność. Dość minorowe nastroje zdecydowanie poprawił zespół Green Grass. Zaczęli z impetem i na luzie niczym Blues Brothers. Co prawda ich sceniczny image nie kojarzył się z tą słynną grupą, ale repertuar jak najbardziej. Tym bardziej, że w składzie zespołu gościnnie pojawiła się sekcja dęta. Trzeba podkreślić, że nawet w czasie wykonywania spokojniejszych utworów, w kreowanych przez muzyków dźwiękach ciągle coś iskrzyło, a to partie harmonijki, a to fortepianowe pasaże, innym razem gitarowe solówki. Zespół Jacka Herzberga (notabene jednego z inicjatorów tego festiwalu) otrzymał zasłużone brawa.

W finale pierwszej edycji Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego wystąpił bodaj najbardziej znany wykonawca, zespół Tortilla Flat. Jego interpretacje własnych kompozycji utrzymanych w stylu chicagowskiego bluesa, jak i wersje uznanych standardów budziły uznanie słuchaczy i respekt pozostałych uczestników imprezy. Pełen profesjonalizmu, ale też ciepła - tak potrzebnego do właściwego spożywania bluesowej strawy - był udanym zamknięciem ponad 4-godzinnego muzycznego maratonu.

Andrzej Szczepkowski Savoy w stronę bluesa..., Express, 23/24.03.2002

 

Copyright © 2013 Robert Robaszkiewicz