Trawiasty blues

Czy trzeba być Murzynem znad Missisipi, aby czuć i grać bluesa? Z całą pewnością nie. Wystarczy przytoczyć szereg powszechnie znanych przykładów, poczynając od brytyjskiej fali białego bluesa mającego swe apogeum w drugiej połowie lat 60. skończywszy na bardzo bliskich naszym sercom przykładach z krajowego podwórka. Oczywiście oblicze współczesnego bluesa zdecydowanie różni się od jego korzennych form sprzed kilkudziesięciu lat. Dzisiaj widok grającego gdzieś na ulicy czarnego bluesmana, dla którego muzykowanie było sposobem wyrażenia na ogół smutnych przeżyć całej murzyńskiej mniejszości w USA oraz sposobem utrzymania, należy do przeszłości. Współczesny blues, zachowując kołyszący charakter, jest nierzadko pełnokrwistym, elektrycznym rockiem, jedynie w klasycznych standardowych utworach nawiązującym treścią do dawnych dni. Wśród działających obecnie kapel bluesowych jest jednak taka, która z wyjątkowym smakiem i wyczuciem stylu potrafi łączyć tradycję ze współczesnością. Jest nią bydgoski zespół Green Grass.

Oficjalną datą powstania grupy jest rok 1991. Jednak jej założyciel Jacek Herzberg, z którym spotkałem się przed rozpoczęciem trzeciej edycji "Spotkań bluesowych w klubie Orion", muzykowaniem zajmował się już wcześniej.

Wszystko zaczęło się bardzo prozaicznie, zwyczajnie. Najpierw były wspólne spotkania, słuchanie muzyki, wzajemne odkrywanie swoich upodobań i wrażliwości, wreszcie nieudaczne pierwsze próby transponowania tego, czym żyliśmy, na język własnych umiejętności instrumentalnych. Uważam, że długie i częste jamowanie to najlepsza szkoła nie tylko dla bluesmanów.

Kiedy zapytałem Jacka Herzberga o muzyczne inspiracje, ten bez wahania wskazał na chicagowską szkołę czarnego bluesa, mającą w swoich szeregach takich tuzów tego gatunku jak Muddy Waters, czy Willie Dixon.

Od zarania swego istnienia Green Grass był i jest kwartetem, chociaż przez jego skład przewinęło się paru harmonijkarzy. Jednym z nich był Paweł Szymański, który od prawie dwóch lat z powodzeniem działa na własny rachunek.

Z Pawłem współpracowaliśmy przez 2 lata, między 1993 a następnym, 1994 rokiem. Dobrze wspominam ten okres. W tym czasie udało się nam nagrać w bydgoskim studiu "Elite" pełnometrażową kasetę, którą sami rozprowadziliśmy wśród bliższych i dalszych znajomych.

Materiał utrwalony na kasecie okazał się na tyle interesujący i dobrze zrealizowany, że został zaprezentowany i ciepło oceniony na antenie radia "PiK" oraz popularnej "Trójki". Również miniony rok udanie zaowocował w postaci pięciu profesjonalnych nagrań, dokonanych w szczecińskim studiu "Midat". Była to nagroda, którą Green Grass otrzymał za zdobycie pierwszego miejsca i nagrody publiczności na ogólnopolskim festiwalu Bluesada. O dziwo zespół wcale nie myśli o tym, by podpisać kontrakt nagraniowy na wydanie oficjalnej płyty lub kasety. Muzycy wciąż przedkładają koncertowanie nad plany wydawnicze.

Nie można myśleć o bluesie tylko przez pryzmat komercyjny. Nagrania i tantiemy to nie wszystko. Najważniejsze dla nas jest granie, koncertowanie, kontakt ze słuchaczami.

W tym co powiedział Jacek nie ma cienia przesady. Rzeczywiście zespół ma imponujący dorobek koncertowy. Już w roku oficjalnego rozpoczęcia działalności Green Grass został jednym z laureatów festiwalu Rawa Blues. W 1993 roku zdobył nagrodę publiczności na przeglądzie Blues nad Pilawą oraz jedną z nagród na festiwalu Mini Brodnica. Praktycznie gdzie się pojawił zbierał dobre recenzje i podbijał serca słuchaczy. Tak było podczas Muzycznego Campingu, toruńskiego Blues Meetingu, czy chociażby bydgoskiego Pikniku Country. Tradycyjnie już Green Grass bierze udział w koncertach WOŚP. Poza tym grupa zagrała na ubiegłorocznym, "owsiakowym" Przystanek Woodstock, będąc tam jedynym przedstawicielem bydgoskiego środowiska muzycznego. O tym, że występ kapeli przypadł w Czymanowie do gustu mogłem się sam przekonać, bowiem nazwa zespołu wielokrotnie była powtarzana przez przybyłych z całej Polski słuchaczy.

Repertuar grupy głównie oparty jest na bluesowych standardach, ale już nie tylko tych wywodzących się z kręgów chicagowskich. Nowe elementy w ich muzycznym wizerunku to także zasługa coraz śmielej pojawiających się własnych kompozycji.

Trudno byłoby mi określić, co inspiruje mnie do tworzenia takich czy innych utworów. Po latach grania bluesa człowiek po prostu myśli tymi dźwiękami, które kocha. To siedzi gdzieś w środku człowieka.

Dzięki przychylności kierownictwa klubu Orion na Błoniu zarówno zespół jak i miłośnicy bluesa znaleźli stałą przystań. Tutaj mogą robić próby, tutaj mogą grać dla sympatyków dobrego kołysania. Co miesiąc właśnie w Orionie odbywają się Spotkania bluesowe. Ich kolejna edycja odbędzie się 29 marca.

A co w najbliższych planach Green Grass? W marcu jedziemy do Szczecina na tradycyjną Bluesadę. Później popracujemy nad naszymi kompozycjami, zaś w którymś z wiosennych miesięcy zagościmy w programie TVB. A dalej jak zwykle, koncerty.

Andrzej Szczepkowski, Express

 

Copyright © 2013 Robert Robaszkiewicz